Skye
Delikatnym ruchem ramienia zrzuciłam
włosy z ramienia. W ciszy przyglądałam się życiu, które toczyło się swoim
rytmem za lustrem szkła. Zamrugałam. To był już odruch. Uczyłam się go przez
wiele lat spędzonych w Podziemiu będąc Wysłannikiem. Obecnie jest to zupełnie
nieprzydatne. Nie musimy się już ukrywać ani grać. W końcu możemy być tym kim
jesteśmy.
Ludzie.
Na
moich ustach pojawia się mimowolny uśmiech.
Niesamowicie
słabi. Pełni sprzecznych emocji, targani przyziemnymi problemami. Nie
dostrzegli momentu przekroczenia granicy. Wniknięcia Obcych do „ich” świata.
Zbyt zajęci nie spostrzegli, że jest nas więcej. Wprowadzaliśmy powolne zmiany.
Aż w końcu zaatakowaliśmy. Odebraliśmy to co do nas niegdyś należało.
Jak
zareagowali ludzie?
Byli
zaskoczeni.
Właśnie
na tym polega ich słabość. Są po prostu ślepi. Przekonani o swojej wyższości.
Usłyszałam
jak ktoś zbliża się do drzwi. Pukanie było zbędne.
-Skye, masz chwilkę?- postawna sylwetka
Vincenta odcinała się na tle białej ściany. Znał odpowiedź.- Potrzebuję twojej
pomocy.
Skrzywiłam
się. Nie lubiłam gdy to mówił. Zawsze chodziło o jedno.
-Kto?- zapytałam całkowicie odwracając się w
kierunku szatyna.
-Aleksjej. Przeszukiwał mój gabinet. Jest
szpiegiem.
Podeszłam
do niego. Oznaczało to zgodę. Vincent i ja spędziliśmy ze sobą nasze całe
dotychczasowe życie. Przez tak długi czas można nauczyć się drugiej osoby.
Rozumieliśmy się bez słów.
-Myślałam, że jest mądrzejszy. Szkoda,
całkiem go polubiłam.- Vincent przepuścił mnie w drzwiach. Jego wyraz twarzy
nie zmienił się. Już wiele razy od niego słyszałam, że powinnam bardziej
uważać. Twierdzi, że jestem zbyt podatna. A
egzystencja wśród ludzi osłabiła mnie. To był jeden z minusów bycia
Wysłannikiem. Żyjąc wśród ludzi, na powierzchni, upodabniasz się do nich. Burzą
mur, którym jesteś otoczony. Wywołują w tobie uczucia. A to one sprawiają, że
jest się słabszym.
-Daliśmy mu szansę na zmianę. On wybrał inną
drogę. To była jego decyzja. Musi ponieść konsekwencje.- powiedział stanowczo.
Przeszliśmy
długi korytarz, zeszliśmy schodami. Znaleźliśmy się w holu. Vincent wszedł do
pomieszczenia dla służby. Słyszałam krzyki i płacz. Mrugnęłam. Po chwili
wszystko ustało. Mój brat wygłosił mowę. Ostatnie ciche rozmowy. A potem
wyszedł, a za nim Aleksjej. Nie był skuty czy spreparowany. Vincent nigdy nie
odbierał nikomu godności. Działał według prawa, egzekwował je. Aleksjej nie był
naszą własnością. Odbywał karę.
W
końcu dotarliśmy do czarnych drzwi.
Aleksjej
przekroczył próg pierwszy, później zrobiłam to ja. Drzwi się zamknęły.
-Aleksjeju Michałowie otrzymałeś amnestie-
ułaskawienie, twoja kara była łagodna. Znałeś prawo w momencie jego złamania.
Wyrok zapadł. Zostajesz skazany na śmierć za działalność szpiegowską oraz
złamanie zasad amnestii.- mój głos brzmiał zdecydowanie.- Czy chcesz coś
powiedzieć?
-Odebraliście nam NASZ świat,
wymordowaliście wielu z NAS. Jesteście tylko maszynami. Cieszę się, że nie będę
musiał egzystować w tak chorym systemie. Współczuje żyjącym.- powiedział twardo parząc
na mnie z nienawiścią.
Zamknęłam oczy. Poczułam przebiegający przez całe ciało impuls. Zrobiło się straszliwie zimno. Cały świat jakby zamarł na moment. Chwilę później padł
martwy.
Zapukałam
w drzwi. Vincent czekał już z trzema współpracownikami. Podziękował mi. Nawet
na niego nie spojrzałam.
Właśnie
dlatego zawsze byłam sama. Moja moc przerażała wszystkich. Nawet mnie. _____
Od Jemi: Rozdział jest krótki, to prawda. Jednak moim celem było ukazanie psychiki Skye. Wybaczcie za jakość tekstu, już dawno nie pisałam. Muszę przypomnieć sobie jak się to robi :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz