poniedziałek, 22 czerwca 2015

1. Chłód ciszy.




Skye

            Delikatnym ruchem ramienia zrzuciłam włosy z ramienia. W ciszy przyglądałam się życiu, które toczyło się swoim rytmem za lustrem szkła. Zamrugałam. To był już odruch. Uczyłam się go przez wiele lat spędzonych w Podziemiu będąc Wysłannikiem. Obecnie jest to zupełnie nieprzydatne. Nie musimy się już ukrywać ani grać. W końcu możemy być tym kim jesteśmy.
Ludzie.
Na moich ustach pojawia się mimowolny uśmiech.
Niesamowicie słabi. Pełni sprzecznych emocji, targani przyziemnymi problemami. Nie dostrzegli momentu przekroczenia granicy. Wniknięcia Obcych do „ich” świata. Zbyt zajęci nie spostrzegli, że jest nas więcej. Wprowadzaliśmy powolne zmiany. Aż w końcu zaatakowaliśmy. Odebraliśmy to co do nas niegdyś należało.
Jak zareagowali ludzie?
Byli zaskoczeni.
Właśnie na tym polega ich słabość. Są po prostu ślepi. Przekonani o swojej wyższości.
Usłyszałam jak ktoś zbliża się do drzwi. Pukanie było zbędne.
   -Skye, masz chwilkę?- postawna sylwetka Vincenta odcinała się na tle białej ściany. Znał odpowiedź.- Potrzebuję twojej pomocy.
Skrzywiłam się. Nie lubiłam gdy to mówił. Zawsze chodziło o jedno.
   -Kto?- zapytałam całkowicie odwracając się w kierunku szatyna.
   -Aleksjej. Przeszukiwał mój gabinet. Jest szpiegiem.
Podeszłam do niego. Oznaczało to zgodę. Vincent i ja spędziliśmy ze sobą nasze całe dotychczasowe życie. Przez tak długi czas można nauczyć się drugiej osoby. Rozumieliśmy się bez słów.
   -Myślałam, że jest mądrzejszy. Szkoda, całkiem go polubiłam.- Vincent przepuścił mnie w drzwiach. Jego wyraz twarzy nie zmienił się. Już wiele razy od niego słyszałam, że powinnam bardziej uważać. Twierdzi, że jestem zbyt podatna. A  egzystencja wśród ludzi osłabiła mnie. To był jeden z minusów bycia Wysłannikiem. Żyjąc wśród ludzi, na powierzchni, upodabniasz się do nich. Burzą mur, którym jesteś otoczony. Wywołują w tobie uczucia. A to one sprawiają, że jest się słabszym.
   -Daliśmy mu szansę na zmianę. On wybrał inną drogę. To była jego decyzja. Musi ponieść konsekwencje.- powiedział stanowczo.
Przeszliśmy długi korytarz, zeszliśmy schodami. Znaleźliśmy się w holu. Vincent wszedł do pomieszczenia dla służby. Słyszałam krzyki i płacz. Mrugnęłam. Po chwili wszystko ustało. Mój brat wygłosił mowę. Ostatnie ciche rozmowy. A potem wyszedł, a za nim Aleksjej. Nie był skuty czy spreparowany. Vincent nigdy nie odbierał nikomu godności. Działał według prawa, egzekwował je. Aleksjej nie był naszą własnością. Odbywał karę.
W końcu dotarliśmy do czarnych drzwi.
Aleksjej przekroczył próg pierwszy, później zrobiłam to ja. Drzwi się zamknęły.
   -Aleksjeju Michałowie otrzymałeś amnestie- ułaskawienie, twoja kara była łagodna. Znałeś prawo w momencie jego złamania. Wyrok zapadł. Zostajesz skazany na śmierć za działalność szpiegowską oraz złamanie zasad amnestii.- mój głos brzmiał zdecydowanie.- Czy chcesz coś powiedzieć?
   -Odebraliście nam NASZ świat, wymordowaliście wielu z NAS. Jesteście tylko maszynami. Cieszę się, że nie będę musiał egzystować w tak chorym systemie. Współczuje żyjącym.- powiedział twardo parząc na mnie z nienawiścią.
Zamknęłam oczy. Poczułam przebiegający przez całe ciało impuls. Zrobiło się straszliwie zimno. Cały świat jakby zamarł na moment.  Chwilę później padł martwy.
Zapukałam w drzwi. Vincent czekał już z trzema współpracownikami. Podziękował mi. Nawet na niego nie spojrzałam.
Właśnie dlatego zawsze byłam sama. Moja moc przerażała wszystkich. Nawet mnie.   


_____
Od Jemi: Rozdział jest krótki, to prawda. Jednak moim celem było ukazanie psychiki Skye. Wybaczcie za jakość tekstu, już dawno nie pisałam. Muszę przypomnieć sobie jak się to robi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz