Skye
Usłyszałam delikatne pukanie do
drzwi. Uśmiechnęłam się. Lubiłam wizyty Alfiego. Jako jeden z nielicznych nie
bał się ze mną obcować. Nie, nie oznacza to, że byliśmy przyjaciółmi. Inni
czuli lęk na myśl o przebywaniu ze mną w jednym pomieszczeniu.
-Proszę.-mruknęłam. Drzwi prawie natychmiast
się otworzyły. Łuna światła padła na ścianę.
-Skye, dlaczego znowu siedzisz w takich
ciemnościach?- zapytał ze zdziwieniem. Nagle ciemne rolety podniosły się. Kącik
moich ust uniósł się ku górze. Alfie posiadał całkiem przydatny dar. Dar
lewitacji. Potrafił unosić nie tylko przedmioty. Ludzi również.
-Odpoczywałam. Wczoraj odbywała się
egzekucja. Vincent na pewno mówił ci o Aleksjeju.
-To ja go przyłapałem Skye.- zdecydowanie
podszedł do łóżka na którym siedziałam. Bezceremonialnie usiadł obok mnie.
Drygnęłam. Poczułam jego zapach i ciepło ciała. Czułam się niezręcznie. Alfie
wyczuł to doskonale i odsunął się.
Nigdy
nikt nie był tak blisko mnie.
-Dlaczego mam zaszczyt cię tu gościć?-
zapytałam patrząc mu w oczy. Przeczesał ręką włosy i uśmiechnął się. Czasami
wątpiłam w to czy jest jednym z nas. Potrafił być tak ludzki. Niesamowicie
dobrze grał.
-Czy Vincent mówił ci, że mamy nowego
gościa?- patrzyłam na niego w bezruchu.- Izzy Arizona. Działaczka Organizacji
Zrzeszającej i Ratującej Ludzi. Nienawidząca Nadludzi. Pyskata i niewychowana.-
uśmiechnął się. Patrzyłam na niego bez wyrazu, zastanawiając się do czego dąży.
– Vincent prosił żebyś objęła ją szczególną opieką i uwagą.
-Ale po co? Chcemy się dostać w ich szeregi?
I tak mamy nad nimi pełną kontrolę.- odparłam.
-Nie. Ale ostatnio zdecydowanie nasiliła się
ich propaganda. Coraz więcej skazanych. Liczby mówią same za siebie.
Przeczuwamy, że jest to niewielka część planu. Wszyscy wiedzą czego Ludzie chcą
dokonać, jednak nikt nie wie jak.
Do
tego zadania zostaliśmy wyznaczeni my. Ja udaję jednego z Nich, postaram się
dostać do ich organizacji. Twoja rola jest natomiast inna..- delikatnie się
uśmiechnął. Chyba próbował mnie zaniepokoić.
***
Usłyszałem leniwe pukanie do drzwi.
Ściągnąłem brwi. Skye spojrzała na mnie z uśmiechem. Wywołało to we mnie
mieszane uczucia. Cieszyła się jak nowo narodzony po poczuciu zapachu przygody.
Racja, nigdy nie mogła pozwolić sobie na choć namiastkę normalnego życia, a od
ostatniego wyjścia na powierzchnie i obcowania z Ludźmi minęło sporo czasu.
Jednak nie myślałem, że wpłynie to na nią do tego stopnia.
-Proszę.- powiedziałem spokojnie.
Do
gabinetu weszła drobna blondynka w ciężkich ciemnych butach.
-Miło panią widzieć.- powiedziałem dość
przyjaźnie. Ta przewróciła oczami i spojrzała na mnie wściekle.
-Oderwał mnie pan od moich obowiązków. Mam
nadzieję, że nie zostanę za to ukarana.-mruknęła. Jej cięty język bardzo mnie
bawił. Uśmiechnąłem się.
-To byłoby niesprawiedliwe. Chciałbym ci
przedstawić moją siostrę.- wskazałem na stojącą za mną blondynkę.- Ma na imię
Skye.- skinęła na nią głową.- Skye, to Izzy. To ona będzie ci pomagać.
Izzy
miała skwaszoną minę na wieść o większej ilości pracy w domu.
-Rada jestem, że będę mogła z tobą
pracować.- powiedziała zdecydowanie Skye. Izzy starała się nie ryknąć śmiechem.
-Wybacz mi, ja nie. Czy to oznacza, że mój
czas wolny zostanie ograniczony?- szybko zapytała Izzy.
-Oczywiście, że nie. Część twoich obowiązków
przejmie Alfie.- uprzedziła mnie z odpowiedzią Skye.
Izzy
opadły ramiona. Czemu ludzie tak emanują uczuciami? Tego chyba nigdy nie
zrozumiem.
-A więc, co to za rodzaj pomocy?- Izzy patrzyła
pytająco raz na mnie, raz na moją siostrę. Niechęć do nas była wręcz namacalna.
-Nie chcę na obecną chwilę zaprzątać ci tym
głowy. Wieczorem, gdy już będziesz po pracy, zabiorę ci kilka minut. Spotkamy
się w salonie dla gości. Chciałabym wszystko z tobą dokładnie omówić.- zza
moich pleców słychać było głos niecierpiący sprzeciwu. Kącik moich ust drgnął.
Nigdy nie mógłbym wyprzeć się Skye. Byliśmy identyczni.
________
Od Jemi: Tak, wiem. Po raz kolejny rozdział jest bardzo krótki. Jednak powoli ruszamy z całą akcją, a ja, nadal, utożsamiam się ze swoją postacią. Jest dla mnie dość dużym wyzwaniem :)
Ale spokojnie, już w kolejnym rozdziale będzie się działo, obiecuję ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz