poniedziałek, 28 grudnia 2015

3. Plan.



Skye




       Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Uśmiechnęłam się. Lubiłam wizyty Alfiego. Jako jeden z nielicznych nie bał się ze mną obcować. Nie, nie oznacza to, że byliśmy przyjaciółmi. Inni czuli lęk na myśl o przebywaniu ze mną w jednym pomieszczeniu.
   -Proszę.-mruknęłam. Drzwi prawie natychmiast się otworzyły. Łuna światła padła na ścianę.
   -Skye, dlaczego znowu siedzisz w takich ciemnościach?- zapytał ze zdziwieniem. Nagle ciemne rolety podniosły się. Kącik moich ust uniósł się ku górze. Alfie posiadał całkiem przydatny dar. Dar lewitacji. Potrafił unosić nie tylko przedmioty. Ludzi również.
   -Odpoczywałam. Wczoraj odbywała się egzekucja. Vincent na pewno mówił ci o Aleksjeju.
   -To ja go przyłapałem Skye.- zdecydowanie podszedł do łóżka na którym siedziałam. Bezceremonialnie usiadł obok mnie. Drygnęłam. Poczułam jego zapach i ciepło ciała. Czułam się niezręcznie. Alfie wyczuł to doskonale i odsunął się.
Nigdy nikt nie był tak blisko mnie.
   -Dlaczego mam zaszczyt cię tu gościć?- zapytałam patrząc mu w oczy. Przeczesał ręką włosy i uśmiechnął się. Czasami wątpiłam w to czy jest jednym z nas. Potrafił być tak ludzki. Niesamowicie dobrze grał.
   -Czy Vincent mówił ci, że mamy nowego gościa?- patrzyłam na niego w bezruchu.- Izzy Arizona. Działaczka Organizacji Zrzeszającej i Ratującej Ludzi. Nienawidząca Nadludzi. Pyskata i niewychowana.- uśmiechnął się. Patrzyłam na niego bez wyrazu, zastanawiając się do czego dąży. – Vincent prosił żebyś objęła ją szczególną opieką i uwagą.
   -Ale po co? Chcemy się dostać w ich szeregi? I tak mamy nad nimi pełną kontrolę.- odparłam.
   -Nie. Ale ostatnio zdecydowanie nasiliła się ich propaganda. Coraz więcej skazanych. Liczby mówią same za siebie. Przeczuwamy, że jest to niewielka część planu. Wszyscy wiedzą czego Ludzie chcą dokonać, jednak nikt nie wie jak.
Do tego zadania zostaliśmy wyznaczeni my. Ja udaję jednego z Nich, postaram się dostać do ich organizacji. Twoja rola jest natomiast inna..- delikatnie się uśmiechnął. Chyba próbował mnie zaniepokoić.


***


            Usłyszałem leniwe pukanie do drzwi. Ściągnąłem brwi. Skye spojrzała na mnie z uśmiechem. Wywołało to we mnie mieszane uczucia. Cieszyła się jak nowo narodzony po poczuciu zapachu przygody. Racja, nigdy nie mogła pozwolić sobie na choć namiastkę normalnego życia, a od ostatniego wyjścia na powierzchnie i obcowania z Ludźmi minęło sporo czasu. Jednak nie myślałem, że wpłynie to na nią do tego stopnia.
   -Proszę.- powiedziałem spokojnie.
Do gabinetu weszła drobna blondynka w ciężkich ciemnych butach.
   -Miło panią widzieć.- powiedziałem dość przyjaźnie. Ta przewróciła oczami i spojrzała na mnie wściekle.
   -Oderwał mnie pan od moich obowiązków. Mam nadzieję, że nie zostanę za to ukarana.-mruknęła. Jej cięty język bardzo mnie bawił. Uśmiechnąłem się.
   -To byłoby niesprawiedliwe. Chciałbym ci przedstawić moją siostrę.- wskazałem na stojącą za mną blondynkę.- Ma na imię Skye.- skinęła na nią głową.- Skye, to Izzy. To ona będzie ci pomagać.
Izzy miała skwaszoną minę na wieść o większej ilości pracy w domu.
   -Rada jestem, że będę mogła z tobą pracować.- powiedziała zdecydowanie Skye. Izzy starała się nie ryknąć śmiechem.
   -Wybacz mi, ja nie. Czy to oznacza, że mój czas wolny zostanie ograniczony?- szybko zapytała Izzy.
   -Oczywiście, że nie. Część twoich obowiązków przejmie Alfie.- uprzedziła mnie z odpowiedzią Skye.
Izzy opadły ramiona. Czemu ludzie tak emanują uczuciami? Tego chyba nigdy nie zrozumiem.
   -A więc, co to za rodzaj pomocy?- Izzy patrzyła pytająco raz na mnie, raz na moją siostrę. Niechęć do nas była wręcz namacalna.
   -Nie chcę na obecną chwilę zaprzątać ci tym głowy. Wieczorem, gdy już będziesz po pracy, zabiorę ci kilka minut. Spotkamy się w salonie dla gości. Chciałabym wszystko z tobą dokładnie omówić.- zza moich pleców słychać było głos niecierpiący sprzeciwu. Kącik moich ust drgnął. Nigdy nie mógłbym wyprzeć się Skye. Byliśmy identyczni.


________
Od Jemi: Tak, wiem. Po raz kolejny rozdział jest bardzo krótki. Jednak powoli ruszamy z całą akcją, a ja, nadal, utożsamiam się ze swoją postacią. Jest dla mnie dość dużym wyzwaniem :)
Ale spokojnie, już w kolejnym rozdziale będzie się działo, obiecuję ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz